• facebook
  • facebook


Zagadka zamachu na Piotra Wojkowa, sowieckiego posła w Warszawie 7 czerwca 1927 r. – nieznany dokument polskiego MSZ rzuca nowe światło.

Sławomir Dębski

Zdarzyło się w Warszawie 90 lat temu… „7 czerwca 1927 r. o godz. 9 rano poseł Z. S. S. R. Piotr Wojkow w towarzystwie urzędnika poselstwa Jerzego Grygorowicza przyjechał na dworzec główny w celu spotkania powracającego z Londynu przez Berlin Arkadjusza Rosenholca, pełnomocnika rządu Z. S. S. R. w Londynie.

Po spotkaniu z Rosenholcem poseł Wojkow udał się z tym ostatnim na kawę do bufetu kolejowego, a po spożyciu jej wyszli obaj na peron do pociągu pośpiesznego, odchodzącego z Warszawy o godz. 9 m. 55, którym to pociągiem Rosenholc miał wyjechać do Moskwy. W chwili, gdy poseł Wojkow z Rosenholcem znajdowali się koło wagonu sypialnego tego pociągu, rozległ się strzał rewolwerowy, skierowany w osobę posła Wojkowa. Strzelał nieznany mężczyzna. Wojkow cofnął się, począł uciekać, napastnik strzelał w ślad, w odpowiedzi na co Wojkow wyjął z kieszeni rewolwer, odwrócił się i wymierzył kilka strzałów w napastnika, poczem zachwiał się i upadł na ręce nadbiegłego  przodownika P. P. Jasińskiego. Napastnik widząc zbliżającą się policję, na rozkaz której podniósł ręce do góry i rewolwer rzucił na ziemię, oddał się dobrowolnie w ręce policji, oświadczając, że jest Borysem Kowerdą i że strzelał, chcąc zabić Wojkowa jako posła Z. S. S. R., aby zemścić się za Rosję – za miljiony ludzi. Poseł Wojkow, po okazaniu mu pierwszej pomocy lekarskiej na dworcu, został przewieziony do szpitala Dz. Jezus, gdzie o godz. 10.40 tegoż dnia zmarł.”1

Sowiecki chargé d’affaires ad interim w Warszawie natychmiast skierował notę do polskiego MSZ domagając się dopuszczenia do udziału w śledztwie „pełnomocników Pełnomocnego Przedstawicielstwa, którego kierownik stał się ofiarą niesłychanej zbrodni”2. Jednocześnie Biuro Prasowe sowieckiego przedstawicielstwa w Warszawie opracowało komunikat o okolicznościach zamachu, w którym stwierdzono między innymi: „Spośród okoliczności zabójstwa zwraca na siebie uwagę kwestia, że telegram informujący o przejeździe chargé d’affaires Rosenholca przez Warszawę nadszedł dopiero dnia poprzedniego [tj. 6 czerwca - SD] o godzinie 10 wieczorem. Telegram nie był zaszyfrowany. O jego nadejściu wiedzieli tylko najbliżsi współpracownicy zmarłego posła. W ten sposób już teraz istnieje możliwość konstatacji, że albo poseł był obiektem specjalnie zorganizowanej obserwacji, albo, że zabójca został uprzedzony, przez jakieś źródła zewnętrzne o nadchodzącym przejeździe Rosenholca”3.  Zamachowiec oddał się w ręce policji na miejscu zbrodni. Do widomości opinii publicznej podano informację, że kierował nim motyw polityczny: zemsta za miliony ofiar bolszewickiego terroru w Rosji. Poinformowano także, że ubiegał się o sowiecką wizę, lecz mu jej odmówiono.

Tego samego dnia, 7 czerwca poseł RP w Moskwie Stanisław Patek otrzymał od ministra spraw zagranicznych instrukcję, by zgłosił się do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych i w imieniu rządu polskiego złożył rządowi sowieckiemu wyrazy ubolewania i oburzenia w związku z zamachem terrorystycznym na sowieckiego przedstawiciela dyplomatycznego w Warszawie, a także przekazał władzom sowieckim i rodzinie dyplomaty kondolencje z powodu jego śmierci.
 
Patek spotykał się z zastępcą ludowego komisarza spraw zagranicznych Makimem Litwinowem. Sowiecki komisarz po wysłuchaniu posła poddał w wątpliwość dotychczasowe ustalenia śledztwa. „Litwinow zaczął czynić polityczne aluzje do tego, że trudno uwierzyć, ażeby kilkunastoletni Boris Kowerda tylko pod wpływem zemsty osobistej za niewydaną wizę zabił człowieka, że przyczyn tego faktu należy raczej szukać gdzie indziej, że ostatnie wydarzenia dla terenie międzynarodowym tak na Dalekim Wschodzie, jak i Zachodzie przygotowały grunt dla takich wydarzeń i że sygnał całego zarzewia wyszedł z Londynu. Co się tyczy Polski, to zła strona leży nie w tym, ażeby Wojkow był w Polsce źle strzeżony od nieszczęśliwych wypadków, bo od nich ustrzec nikogo niepodobna, ale w tym, że w Polsce rozwielmożniły się sfery antysowieckie, które zasadniczo popierają i wykonują terrorystyczne zamachy”. Po tych słowach Litwinow wręczył Patkowi notę, w której rząd sowiecki oskarżył Polskę o zaniedbania w ochronie dyplomatów obcego państwa oraz o tolerowania działalności rosyjskich kontrrewolucjonistów w Polsce. Z badań rosyjskiej historyk Oksany Babenko wynika, że Stalin nie chciał wykorzystywać zabójstwa Wojkowa do zaostrzenia stosunków z Polską. Doszukiwał się wprawdzie w tej tragedii brytyjskiej inspiracji, ale w pewnym stopniu tego rodzaju podejrzenia mogły być uzasadnione. W końcu zamach w Warszawie wydarzył się w bezpośrednim związku z zerwaniem przez Wielką Brytanię stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim i wydaleniem z Londynu sowieckiego polpreda Arkadjusza Rosenholca oraz wszystkich pozostałych sowieckich dyplomatów. Wojkow zginął wreszcie, gdy udał się na warszawski Dworzec Główny by spotkać Rosenholca, który przejeżdżał przez Warszawę w drodze powrotnej do Rosji.  Stalin sugerował jednak, aby strona sowiecka nie mieszała się do polskiego śledztwa w sprawie zamachu, ale dążyła do wykorzystania sytuacji do zwalczania antybolszewickiej emigracji w Polsce4. Tak też zresztą się stało, w dniu 11 czerwca rząd sowiecki skierował do władz polskich kolejną notę w której domagał się udziału w polskim śledztwie swojego chargé d’affaires w Warszawie Aleksandra Uljanowa, a także wydalenia z Polski „białych” emigrantów prowadzących z terytorium Polski antysowiecką działalność5.

Polska wyszła naprzeciw sowieckiemu żądaniom i wydaliła 6 przedstawicieli „białej” emigracji. Podkreślała jednak, że podjęła tę decyzję „bez żadnego związku z drugą notą” sowiecką i bez nacisku ze strony Związku Sowieckiego6. Był to jednak krok o znaczeniu symbolicznym, gdyż początkowe oczekiwania strony sowieckiej szły znacznie dalej. W sprawie śledztwa natomiast – na prośbę strony sowieckiej - i ze względu na pojmanie sprawcy na gorącym uczynku oraz jego przyznanie się do winy, zdecydowano się na doraźny tryb postępowania sądowego. Akt oskarżenia przeciwko Borysowi Kowerdzie wypłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie 11 czerwca, a już 15 czerwca 1927 r., sąd ogłosił wyrok, jednogłośnie skazując Borysa Kowerdę „na bezterminowe ciężkie więzienie”. Jednocześnie sąd – ze względu na młody wiek sprawcy - złożył „do Pana Prezydenta Rzeczpospolitej za pośrednictwem Pana Ministra Sprawiedliwości wniosek o złagodzenie Kowerdzie kary ciężkiego więzienia do lat piętnastu.” Prezydent przychylił się do tego wnioskiem. Kowerda wyszedł na wolność w 1937 r. Wyjechał do Jugosławii. Tam zdał maturę. W 1944 r. wyjechał do III Rzeszy, a po zakończeniu II wojny światowej wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie w Nowym Jorku pracował w nowojorskiej gazecie „Rossija” i drukarni „Nowowo russkogo słowa”. Zmarł w Waszyngtonie 1987 r., czyli w 60 lat po dokonaniu zamachu na Wojkowa. 

Po zakończeniu procesu Kowerdy, oba państwa uznały po dwóch miesiącach sprawę za zakończoną. 31 sierpnia 1927 r. strona sowiecka ogłosiła komunikat informujący o zakończeniu incydentu i wznowieniu negocjacji polsko-sowieckich na temat traktatu o nieagresji i umowy handlowej7. W Związku Sowieckim Wojkow stał się „świeckim męczennikiem”, bohaterem sowieckiej dyplomacji, który poległ za rewolucję. Jego imieniem nazywano ulice, place i stacje metra. W Polsce, o sprawie Wojkowa starano się jak najszybciej zapomnieć. Wybór trybu doraźnego oznaczał, że z punktu widzenia polskiego wymiaru sprawiedliwości sprawa jest oczywista, a okoliczności nie wymagają dalszego, głębszego wyjaśniania. Sąd wydał wyrok. Roma locuta causa finita. 

Po upływnie 90. lat od zamachu Kowerdy na Wojkowa, wiemy nie wiele więcej. Badania historyczne koncentrowały się dotąd wyłącznie na dyplomatycznych aspektach „sprawy Wojkowa”. Z punktu widzenia naszego obecnego stanu wiedzy, literatura powstała przed 1989 r. niestety nie wyszła poza stan sprawy podany do publicznej wiadomości już w 1927 r.8  Autorzy opierali się bowiem głównie na opublikowanych w połowie lat 60. XX w, za politycznym przyzwoleniem władz sowieckich zbiorach dokumentów9.  Najnowsze, i jak dotąd najlepsze, omówienia tej kwestii znajdziemy w bardzo dobrej biografii Stanisława Patka, w 1927 r. polskiego posła w Moskwie, pióra prof. Małgorzaty Gmurczyk-Wrońskiej10. Ważne znaczenie ma również monografia rosyjskiej badaczyki Oksany Babenko dotyczącej stosunków polsko-sowieckich w latach 1924-192811. Niestety niewiele uwagi poświęcono dotąd analizie samych okoliczności zamachu na Wojkowa. Zwykło się przyjmować, że skoro sąd 90 lat temu coś ustalił, to niniejszym fakt dotyczące zbrodni zostały obiektywnie potwierdzone.

Dla historyka, wyrok sądu, wraz z uzasadnieniem są takim samym źródłem jak każdy inne, a to oznacza, że podlegają krytyce źródła i weryfikacji z innymi przekazami. W przypadku zabójstwa Wojkowa trzeba przyznać, że w toku rozprawy sąd nie przywiązywał wagi do dogłębnego zbadania wszystkich okoliczności sprawy. Przyjął za dobrą monetę wyjaśnienia terrorysty. Część z nich znalazła potwierdzenie w zeznaniach innych świadków12. Borys Kowerda na procesie zeznał co następuje: „Przyjechałem do Warszawy na 2 tygodnie przed zabójstwem, 23 maja, zdaje się w poniedziałek wieczorem. Jeden dzień mieszkałem w hotelu „Astoria”. Do Fenigsztajn [od której Kowerda wynajął pokój na warszawskiej Pradze – SD] wprowadziłem się we wtorek i mieszkałem u niej 2 tygodnie”.13  Świadek Sura Fenigsztajn przed sądem zeznała: „Oskarżony wprowadził się we wtorek na wieczór. (…) Prosiłam Kowerdę, aby dał dowód do zameldowania, ale on dowodu nie dał, tłumacząc się, że dokumenty swoje złożył do szkoły, gdzie składa egzaminy. Kowerda miał mieszkać 2 tygodnie, brakowało do 2 tygodni dzień, czy noc. Oskarżony mówił, że wyjeżdża.”14  Odnotujmy, że z przytoczonych zeznań wynika, że Kowerda wprowadził się do lokalu Sury Fenigsztajn we wtorek 24 maja 1927 r. wieczorem i już wtedy Fenigsztajn wiedziała, że Kowerda będzie wynajmował pokój przez 2 tygodnie…to jest do 7 czerwca, po czym miał wyjechać.

Z cytowanego już wcześniej komunikatu prasowego sowieckiego poselstwa w Warszawie z dnia 7 czerwca – a więc opracowanego przez pracowników poselstwa w stanie dużych emocji spowodowanych wiadomością o zastrzeleniu przełożonego – wiemy, że wiadomością, iż Wojkow będzie 7 czerwca na dworcu głównym w Warszawie w związku z przejazdem Rosenholca przez stolicę polski, dysponowało tylko najbliższe otoczenie kierownika sowieckiej placówki. Nieszyfrowany telegram z Berlina o wyjeździe Rosenholca wpłynął do poselstwa 6 czerwca o godzinie 22:00. Po zabójstwie Wojkowa autorom komunikatu w sposób naturalny wydało się zagadkowym, że Kowerda spotkał sowieckiego posła nie w pobliżu sowieckiego poselstwa na ulicy Poznańskiej 15 – skąd na stację kolejową potrzeba było ok. 5 min jazdy automobilem -  lecz właśnie na dworcu głównym, gdzie szansa spotkania sowieckiego pełnomocnego przedstawiciela była przecież nieporównywalnie mniejsza. Chyba, że ktoś wiedział, że właśnie tego dnia tam będzie?

W trakcie procesu prokurator zapytał Kowerdę skąd wiedział, że Wojkow będzie tego dnia na dworcu? W odpowiedzi oskarżony zeznał: „Znałem Wojkowa z fotografii, zamieszczonych w pismach ilustrowanych, pozatem widziałem go w konsulacie. O tym, że Wojkow ma być na dworcu, dowiedziałem się z gazet – z gazet dowiedziałem się, że Wojkow wyjeżdża do Moskwy. Wiedziałem, że tylko jeden pociąg pospieszny odchodzi do Rosji Sowieckiej o godzinie 9 min. 55 rano i wiedziałem, na której linii pociąg ten stoi. Chcę jeszcze nadmienić, że zamordowałem Wojkowa, nie jako posła, a jako członka „Kominternu”.15 Pomińmy jakość ówczesnych fotografii. Lata dwudzieste XX wieku, to nie czasy mediów społecznościowych XXI wieku, gdy nie trudno poznać twarz, a także często posłuchać przemówień dyplomatów akredytowanych w stolicach, czy przy organizacjach międzynarodowych. Na zdjęcie Wojkowa Kowerda rzeczywiście mógł natrafić w prasie. Mógł także widzieć go przelotnie w konsulacie, w którym starał się o wizę na wyjazd do Rosji. Ale jest niemal niemożliwe aby dowiedział się z prasy, że Wojkow wyjdzie na dworzec aby spotkać Rosenholca w dniu 7 czerwca. Sowieccy dyplomaci, którzy opracowali komunikat 7 czerwca tuż po zabójstwie Wojkowa w ogóle takiej możliwości nie rozważali. Podejrzewali za to, że Wojkow albo był śledzony, albo ktoś w jakiś inny sposób dowiedział się o jego zamiarze wypicia Rosenholcem kawy na dworcu. W prasie warszawskiej z drugiej połowy maja 1927 r. nie znalazłem żadnej wzmianki o planowanym wyjeździe Wojkowa do Moskwy. Choć mogłem coś przeoczyć.  Jeśli rzeczywiście się gdzieś ukazała, to przeoczyli ją także autorzy komunikatu sowieckiego poselstwa z 7 czerwca. Nie przyszło im bowiem do głowy, że ktoś mógł o planach Wojkowa dowiedzieć się z lokalnej prasy.

Powstaje zatem pytanie, czy Wojkow mógł wiedzieć z dostępnych powszechnie źródeł o planie podróży Rosenholca? Otóż, od połowy maja prasa w całej Europie pisała o możliwości zerwania stosunków dyplomatycznych między Wielką Brytanią i Związkiem Sowieckim w związku z tzw. skandalem Arcosu - Wszechzwiązkowego Spółdzielczego Towarzystwa Akcyjnego, sowieckiej spółki w Wielkiej Brytanii. W dniu 12 maja 1927 r. agenci Scotland Yardu wkroczyli do budynku „Soviet House” przy Moorgate 49 w Londynie i dokonali rewizji. To co przy tej okazji znaleziono sprawiło, że wypadki potoczyły się dalej bardzo dynamicznie – i były na bieżąco relacjonowane tak przez prasę brytyjską, jak i światową. W dniu 24 maja, po dwóch tygodniach deliberacji premier rządu brytyjskiego Stanley Baldwin poinformował Izbę Gmin o decyzji gabinetu zakończenia utrzymywania stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim16. Zbieg okoliczności sprawił, że tego samego dnia przyjechał do Warszawy Borys Kowerda z zamiarem dokonania zabójstwa Piotra Wojkowa.
        
Sowieccy dyplomaci zostali więc pod koniec maja 1927 r. wydaleni z Wielkiej Brytanii. Rosenholc wyjechał z Londynu 3 czerwca o godzinie 11:00 z Victoria Station17. O jego wyjeździe z Londynu pisała prasa całej Europy. Trzy dni później, po krótkim przystanku, opuścił Berlin udając się do Moskwy przez Warszawę. Teoretycznie biorąc, Kowerda mógł wiedzieć o jego podróży i mógł także zakładać, że gdy Rosenholc będzie przejeżdżał przez Warszawę, Wojkow wyjdzie mu na spotkanie. Jednak w toku postępowania przed sądem nie wspomniał o niczym, co pozwoliłby uprawdopodobnić, że w ten właśnie sposób ustalił, że Rosenholc i Wojkow mogą się w spotkać na dworcu w Warszawie.

W związku z opublikowaniem w 1965 r. w piątym tomie Dokumentów i Materiałów do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, raportu dowódcy brygady Korpusu Ochrony Pogranicza płk Józefa Olszyny-Wilczyńskiego do dowództwa KOP z 18 czerwca 1926 r. w sprawie przygotowywanego zamachu na posła sowieckiego w Warszawie Piotra Wojkowa uwaga badaczy podążyła w nowym kierunku.18 Płk Olszyna-Wilczyński informował dowództwo KOP, że działający w Łucku „Rosyjski Komitet Dobroczynności” – prowadzący „pod pokrywką filantropii” „akcję monarchistyczną rosyjską z ramienia Mikołaja Mikołajewicza” (w tym czasie książę był przewodniczącym Rosyjskiego Związku Ogólnowojskowego, skupiającego byłych oficerów armii rosyjskiej na emigracji), otrzymał od ks. Mikołaja Mikołajewicza rozkaz przeprowadzenia zamachu na Piotra Wojkowa. „Komitet wybrał pewnego studenta w Łusku – czytam w raporcie KOP – Rosjanina, którego nazwiska nie udało się dotychczas ustalić”. Faktem jest, że w środowiskach „białej emigracji” powstawały pomysły różnego rodzaju akcji dywersyjnych przeciwko bolszewikom, podobnie jak to, że wywiad sowiecki dość skutecznie penetrował rosyjskie środowiska emigracyjne19. Podczas procesu Kowerdy sąd ustalił, że nie miał on związków z żadną organizacją monarchistyczną, sam „nie był monarchistą lecz demokratą” i zamachu dokonał samotnie, jako „wilk-samotnik” stosując dzisiejszą terminologię.20

W wydanej w 1996 r. w Moskwie oficjalnej historii rosyjskiego wywiadu zamachowi na Wojkowa poświęcono jeden krótki akapit, w którym lakonicznie stwierdzono jedynie, że zamachu na Wojkowa dokonał „emigrant-monarchista”. Jak na historię rosyjskiego wywiadu zagranicznego, w której kilka rozdziałów poświęcono zmaganiom sowieckiego wywiadu z „białą emigracją”, lakoniczność z jaką opisano zamach na Wojkowa jest zastanawiająca. Jak to możliwe, że tak chwaląca się sukcesami w infiltrowaniu „białych” instytucja, nagle milknie w sprawie spektakularnego zamachu na sowieckiego dyplomatę dokonanego przez tychże „białych”? Trudno przecież o większą klęskę. Tymczasem nic się nie dowiadujemy o jej przyczynach oraz o osobach w kierownictwie sowieckiego wywiadu, które miałby ponieść za tę tragedię odpowiedzialność służbową. Można zakładać, że jeżeli jakieś rozliczenia nastąpiły, to byłby to już - po kilkudziesięciu latach - fakt historykom znany, choćby dlatego, że rosyjskie służby traktowałyby tę swoją porażkę w celach edukacyjnych, jako przestrogę dla młodych adeptów służby. Zbiegiem czasu, sprawa urosłaby do rangi „korytarzowej legendy”. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Cisza. W tym samym miejscu znajdujemy natomiast, krótką informację o „sukcesie” sowieckiego wywiadu polegającym na uniemożliwieniu „białym” innego zamachu w Warszawie: „biali emigranci podjęli próbę wysadzenia w powietrze budynku sowieckiego poselstwa w Warszawie: bombę o dużej silne znaleziono w kominie” budynku poselstwa.21
  
O materiałach wybuchowych w sowieckim poselstwie w Warszawie, ciekawą relację znajdziemy w opublikowanych w 1931 r. w Paryżu pamiętnikach byłego sowieckiego dyplomaty Grigorija Biesiedowskiego, zbiegłego na Zachód w 1929 r. Biesiedowski w okresie od listopada 1922 r. do września 1925 r. pracował w Warszawie na różnych stanowiskach dyplomatycznych, najpierw jako przedstawiciel Ukrainy Sowieckiej, a następnie już jako dyplomata Związku Sowieckiego22. W następujący sposób wspomina on przybycie do Warszawy jesienią 1924 r. nowego, energicznego naczelnika GPU: „Po przybyciu do Warszawy Orłowski od razu zaczął czyścić stadnie augjaszowe, które przejął od swoich poprzedników. Była to ciężka praca. Ogniotrwałe safesy w tajnych pokojach były przepełnione materiałami wybuchowymi, bombami, granatami ręcznymi. Gdzieś na strychu poselstwa jeszcze za [Mieczysława] Łoganowskiego23, ukryto nie wiadomo po co kilka balonów z gazami trującymi. Trzeba było zlikwidować tę spuściznę o ile możliwości jak najprędzej i rzeczywiście Orłowski dokonał tego. Większą część materiałów wybuchowych z powrotem odesłano do Berlina, do centralnego oddziału GPU (Gławnoje Politczeskoje Oprawlienie) na Europę, na czele którego stał wtedy niejaki Michał Gorb; mniejszą zatopiono w Wiśle, przy pomocy łodzi motorowej, którą nabył Wojkow.”24
   
Pamiętniki Biesiedowskiego dostarczają bardzo bogatego materiału anegdotycznego o pracy sowieckich dyplomatów w Warszawie. Przed 1989 r. jego relacji nie przytaczano, ze względu na fakt ucieczki Biesiedowskiego na Zachód (po tym jak w 1929 r. wezwano go z Paryża do Moskwy dla śledztwa w sprawie przekroczenia instrukcji politycznych). Trudno też było zweryfikować wiele z podawanych przez niego informacji. Dziś jednak w konfrontacji z innymi źródłami należy stwierdzić, że relacje Biesiedowskiego są wiarygodne. O nominacji Wojkowa do Warszawy pisał, w ten sposób: „Rząd polski bardzo niechętnie zgodził się na uznanie Wojkowa w charakterze posła sowieckiego. Udział jego w akcie ekateryburskim [tj. egzekucji cara Mikołaja II wraz z rodziną 17 lipca 1918 r.], był w tym czasie już wiadomy, stąd prasa polska podjęła ostrą kampanię przeciwko jego nominacji. Ministerstwo spraw zagranicznych kwaśno zakomunikowało Moskwie, że wolałoby inną kandydaturę. Lecz politbiuro było uparte. Cziczerinowi polecono napisać list osobisty do polskiego ministra spraw zagranicznych (ministrem był wtedy hr. [Aleksander] Skrzyński) w sprawie nominacji Wojkowa.”25 Potwierdzenie relacji Biesiedowskiego o niechęci polskich władz co do nominacji Wojkowa na sowieckiego posła w Warszawie znajdujemy w raporcie brytyjskiego posła w Warszawie, Sir Williama G. Max Müllera dla Sir Austen Chamberlain’a ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, z lutego 1927 r. : „Owing to his alleged connections with the assassination of the Russian Royal family the Polish Government felt some hesitation about receiving him and the Minister for Foreign Affairs went so far to consult me as the propriety of doing so, but his Majesty’s Government naturally refused to express an opinion on such a subject.”26  Wahania polskiego rządu, a także chęć wybadania w tej sprawie stanowiska dyplomacji brytyjskiej należy zrozumieć, w kontekście despektu jakiego w tym samym niemal czasie doznała dyplomacja sowiecka od brytyjskiej rodziny królewskiej. Jak wiadomo w sierpniu 1924 r. rząd Ramsaya MacDonalda podjął decyzję o uznaniu de jure Związku Sowieckiego i ustanowieniu z nim stosunków dyplomatycznych. Tymczasem król Jerzy V odmówił przyjęcia listów uwierzytelniających od przedstawiciela „morderców mojego kuzyna”, cara Mikołaja II. Z tego powodu brytyjsko-sowieckie stosunki dyplomatyczne zostały ustanowione tylko na poziomie chargé d’affairs, którzy nie składają listów uwierzytelniających, a jedynie informują rząd przyjmujący o swoim przybyciu27. W swoich wspomnieniach Biesiedowski przedstawił Wojkowa, jako prostaka i grubianina, którego „główną wadą (…) była jego wygórowana czułość do płci żeńskiej. Myślę, że nosiła ona nawet charakter patologiczny. (…) Pewnego razu jeden z wyższych urzędników ministerstwa spraw zagranicznych, w nader delikatnej formie, oświadczył mi, że Wojkow włóczy się po nocach, po głuchych ulicach przedmieścia Praskiego i często zajmuje ławki w parku z jakimiś damami; urzędnik dodał, że ministerstwo nie ma zamiaru mieszać się do prywatnego życia pana posła, lecz uprzedza nas, że w tych głuchych ulicach łatwo można narazić się na pchnięcie nożem, stąd życiu Wojkowa grozić może niebezpieczeństwo. (…) Musieliśmy mieć na ten temat bardzo nieprzyjemną rozmową z Wojkowem, która tem się skończyła, że Wojkow przestał spacerować po nocach po parkach, za to wynajął sobie pokój w jednym z hoteli”28. Biesiedowski opisał także konflikt, w jaki Wojkow popadł z polskim MSZ zaraz po swoim przyjeździe do Warszawy: „Żona Wojkowa uparcie się domagała wprowadzenia do towarzystwa dyplomatycznego. W tym celu jednak była obowiązana do złożenia najpierw wizyty seniorce korpusu dyplomatycznego, lecz ta uchylała się od znajomości z Wojkową, pod najbardziej fantastycznymi pomysłami. Wreszcie jeden z urzędników ministerstwa osobiście zakomunikował Wojkowowi, że jego żona zostanie przyjęta przez seniorkę. Wojkow nie posiadał się z radości. Jakie jednak było jego rozczarowanie i wściekłość, kiedy jego żona powróciła od seniorki z niczem. Zakomunikowano jej, że seniorki nie ma w domu, ponieważ wyjechała na letnisko (w połowie listopada!).29” Ponownie potwierdzenie opinii Biesiedowskiego o niskiej kulturze osobistej i dyplomatycznej Wojkowa znajdziemy w raporcie dyplomaty brytyjskiego. W lutym 1927 r, pisała on Wojkowie tak: „He had no knowledge of either diplomatic or social etiquette and resented bitterly the very natural desire both of his colleagues and of Polish officials to limit their intercourse with him to the strict requirements of diplomatic courtesy. He has however learnt wisdom in time, and now makes no attempt to force his unwelcome presence on society beyond attending strictly official entertainments”.30

To dłuższe wprowadzenie pozwalające czytelnikowi zweryfikować wiarygodność przekazów Biesiedowskiego uważam za niezbędne w związku z jego relacją o kłopotach Wojkowa, które zakończył przeprowadzony na niego zamach. Biesiedowski zapisał w swoich wspomnieniach, co następuje: „Już po moim wyjeździe z Warszawy skłonność Wojkowa do flirtu rozwinęła się w wyższym jeszcze stopniu. Zaczął włóczyć się nawet po Nowym Świecie, zdobywając łatwe sukcesy u spacerujących „niewiast”. Nadmiar wszystkiego zdarzyła się tajemnicza historia zaginięcia kilku tysięcy dolarów z kasy ogniotrwałej polpredreda. Wojkow zapewniał, że spalił pieniądze nieświadomie, przy niszczeniu tajnych papierów w obecności sekretarza poselstwa, Arkadjewa. Arkadjew zaprzeczał swego udziału w niszczeniu papierów. Sprawa postępku Wojkowa została skierowana do głównej komisji kontroli, która zarzuciła posłowi, oprócz przytoczonych wyżej czynów, również niedbałe przechowywanie stenogramów politbiura w szufladach biurka. Wojkowowi groziło wykluczenie z partii i odwołanie z Warszawy. Wystrzał Kowerdy ocalił Wojkowa od tych nieprzyjemności i skłonił organa partyjne nie tylko do zapomnienia o jego występkach, lecz do „uczczenia” go przez pochowanie w murach Kremla. „Uczczenie” to nastąpiło, rzecz zrozumiała, jedynie dla świata zewnętrznego, ze względów politycznych. W Moskwie już wszyscy odpowiedzialni działacze, którzy wiedzieli o sprawie Wojkowa w głównej komisji kontroli, z uśmiechem mówili o zaliczeniu Wojkowa w poczet „bohaterów”31.  Biesiedowski wyjechał z Warszawy w październiku 1925 r., nie był więc naocznym świadkiem wydarzeń, które miały miejsce w Warszawie półtora roku później. Za to znając wszystkie wady Wojkowa, z łatwością rozumiał kontekst toczącego się w Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych śledztwa w sprawie finansowych malwersacji Wojkowa. Kto wie, może nawet składał przed komisją kontroli zeznania? Dlatego jego relację należy uznać za wiarygodną. W ten sposób dochodzimy do kluczowego pytania, jaki to wszystko ma związek z zabójstwem Wojkowa?
  
Otóż poniżej zamieszczony dokument, może rzucić dodatkowe światło na sprawę zabójstwa Wojkowa. Jest to notatka Stefana Litauera, wówczas urzędnika Wydziału Wschodniego MSZ, sporządzona dla ministra spraw zagranicznych, za pośrednictwem naczelnika wydziału wschodniego MSZ, z jego rozmowy z dnia 20 listopada 1926 r. dwoma sowieckimi dyplomatami z pełnomocnego przedstawicielstwa ZSRS w Warszawie: Michaiłem Grigoriewiczem Mołotkowskim i Michaiłem Jefimowiczem Szusterowem. W spisie pracowników Pełnomocnego Przedstawicielstwa ZSSR w Polsce, według stanu na dzień 1 luty 1927 r. Michaił Grigoriewicz Mołotkowski i Michaił Jefimowicz Szusterow figurują w randze - II sekretarzy poselstwa Rosji Sowieckiej w Polsce (w składzie poselstwa było 15 dyplomatów i 6 pracowników personelu pomocniczego, w wydziale konsularnym pracowało 8 osób personelu technicznego, w Konsulacie w Gdańsku – 4 dyplomatów – 11 osób personelu pomocniczego – razem 45 osób).32  Interesujące, że w kolejnym spisie dyplomatów sowieckich sporządzonym w lutym 1928 r., czyli rok później Mołotokowski i Szusterów już nie figurują. Oznacza to, że obaj opuścili Polskę w 1927 r. 33
Autor notatki, Stefan Litauer, także jest postacią intrygującą. Do 1932 r. pracował w MSZ jako radca w Wydziale Prasowym. Po objęciu funkcji szefa Biura Personalnego MSZ przez płk Wiktora Drymmera, dotychczasowego zastępcy dyrektora Wydziału Prasowego MSZ, Litauer został zwolniony z MSZ za dezinformowanie obcych dziennikarzy34. Następnie był korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Londynie, a po wybuchu II wojny światowej szefem tej Agencji. Usunięty ze stanowiska przez Rząd Polski w Londynie w kwietniu 1944 r. za prowadzenie wrogiej interesom polskim propagandy, m. in. upowszechnianie w sprawie zbrodni katyńskiej interpretacji sowieckiej, jakoby polscy oficerowie zostali rozstrzelani przez Niemców. Po wojnie wrócił do rządzonej przez sowieckich pełnomocników Polski i podjął pracę w MSZ. Prawdopodobnie współpracownik wywiadu sowieckiego. Kiedy ta współpraca mogła się zacząć trudno określić. Podejrzenia budzi jednak fakt udziału Stefana Litauera we spektakularnej wpadce polskiego wywiadu w połowie 1923 r.. Sowiecki kontrwywiad – OGPU (Objedininnoje fosudarstwiennoje politiczeskoje uprawlijenie) wykrył wówczas siatkę polskiego wywiadu w Odessie, tzw. grupę Zielińskiej i dokonał aresztowania jej członków. „Większość aresztowanych w tej sprawie regularnie odwiedzała członka referatu prasowego” Poselstwa RP w Charkowie, Stefana Litauera35. Wówczas jednak nie powiązano Litauera z tą aferą. W 1924 r. wrócił do centrali MSZ w Warszawie i podjął pracę w Wydziale Wschodnim. Czy w listopadzie 1925 r. był sowieckim agentem? Akurat dla sprawy związanej z notatką z rozmowy z Mołotokowskim i Szusterowem ma to raczej drugorzędnie znaczenie. Litauer był w tym wypadku jedynie pośrednikiem dla informacji ważnej z punktu widzenia prowadzenia polityki zagranicznej i słusznie trafiła ona na biurko ministra spraw zagranicznych. Ewidentna skłonność do samotnego spotykania się po restauracjach i kawiarniach z sowieckimi dyplomatami mogła też sprowadzić na Litauera kłopoty dopiero później.
       
Podczas spotkania, które odbyło się w jednej z warszawskich restauracji, rozmówcy polskiego dyplomaty zasugerowali, że Wojkow może wkrótce zakończyć swoją misje w Warszawie. Próbowali także wysondować, czy rząd polski zaakceptowałby na jego miejsce kandydaturę Stanisława Pestkowskiego, Polaka, byłego sowieckiego posła w Meksyku, który właśnie zakończył tam swoją misję. W dalszej części rozmowy Szusterow starał się zasugerować, że Michaił Arakdiejew, sekretarz poselstwa, odgrywa w polpredstwie w Warszawie poważną role polityczną. W kontekście wcześniejszych wynurzeń przedstawicieli sowieckiej Rosji dotyczących Wojkowa można przyjąć, że starali się swojego polskiego rozmówcę przekonać, że pozycja Arakdiejewa jest silniejsza niż Wojkowa, a w każdym razie ma on przed sobą lepsze niż połpred perspektywy. To Arakdiejew, a nie Wojkow, miał powrócić do Moskwy, aby w Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych odgrywać istotną rolę. Przypomnijmy, to ten sam Arkadiejew, który pojawia się we wspomnieniach Biesiedowskigo, jako wskazany początkowo przez Wojkowa „świadek” omyłkowego „spalenia” przez niego w piecu kilku tysięcy dolarów z kasy poselstwa. To Arkadiejew miał zakwestionować wersję Wojkowa. Nie wiemy niestety kiedy ten incydent miał miejsce, przed, czy po rozmowie Litauera z sowieckimi dyplomatami w końcu listopada 1926 r.
      
Temat rozmowy był więc bardzo niestandardowy. Dwóch formalnych podwładnych pełnomocnego przedstawiciela ZSRS w Warszawie, zainicjowało rozmowę z polskim dyplomatą na temat przyszłości swojego szefa, który raptem dwa lata wcześniej, w październiku 1924 roku, rozpoczął swoją misję w Polsce. Wojkow, mimo swoich różnych „ekstrawagancji” był przez polskie władze uważany za pożyteczny kanał komunikacji z Kremlem. Po zamachu majowym to właśnie z Piotrem Wojkowem Józef Piłsudski przeprowadził dwie, niezwykle ważne rozmowy polityczne o przyszłości relacji polsko-sowieckich.36 Ostatecznie o pozycji ambasadora i ocenie jego pracy decyduje, to czy jest wstanie skutecznie pośredniczyć w komunikacji między rządem własnym i władzami państwa przyjmującego, a więc skutecznie docierać z komunikatami politycznymi goszczących go władz do kluczowych decydentów w swoim kraju. Piotr Wojkow był działaczem bolszewickim o długim partyjnym stażu. Należał do grupy najbliższych współpracowników Lenina, którzy wraz z nim zostali przez wywiad niemiecki w kwietniu 1917 r. przerzuceni koleją ze Szwajcarii przez Niemcy, Szwecję do Piotrogrodu. Jego udział w zamordowaniu carskiej rodziny sprawiał, że był w sowieckiej Rosji postacią znaną. A więc, z punktu widzenia polskich władz, posiadał wszystkie niezbędne do prowadzenia skutecznej komunikacji z rządem sowieckim atrybuty. Było to o tyle ważne, że Polska właśnie podejmowała próbę wzmocnienia stosunków z ZSRS. Z taką misją został wysłany do Moskwy jako nowy poseł Stanisław Patek. Doświadczony dyplomata i warszawski adwokat, któremu w przeszłości przyszło bronić w procesach przed carskimi sądami zarówno członków Polskiej Partii Socjalistycznej, jak i Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, w tym tak prominentnych działaczy bolszewickich, jak Feliks Dzierżyński i Józef Unszlicht czy Jakub Hanecki37. To w takich okolicznościach dwóch pracowników sowieckiego poselstwa zasygnalizowało urzędnikowi polskiego MSZ, że przyszłość sowieckiego posła w Warszawie stoi pod znakiem zapytania.

Nie trzeba mieć dostępu do archiwów sowieckiego wywiadu, aby stwierdzić, że rozmówcy Litauera de facto nie podlegali Wojkowowi. Ewidentnie reprezentowali inną niż Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych instytucję. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby podwładni Wojkowa – nawet wobec niego niechętni i nielojalni - zdecydowali się na rozmowę z o przyszłości swojego szefa z polskim dyplomatą. Ryzyko kompromitacji, a więc szybkiego zakończenia kariery w sowieckiej dyplomacji, byłoby zbyt duże. Mołotokowski i Szusterow jednak nic sobie z tego ryzyka nie robili. Dlatego z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, iż byli działającymi pod dyplomatycznym przykryciem pracownikami sowieckiego wywiadu. Jest zaś mało prawdopodobne, aby tego typu rozmowę zaryzykowali bez wiedzy swoich rzeczywistych zwierzchników. Istnieje przesłanka, która może wskazywać na to, że reprezentowali sowiecki wywiad wojskowy (IV Zarząd Sztabu RKKA - Razwiedupr). Otóż, jak już zostało wspomniane, obaj II sekretarze sowieckiego poselstwa: Mołotkowski i Szusterow, wyjechali z Polski w 1927 r. Nie wiadomo, czy przed, czy po zamachu na Wojkowa. Ale ich etaty w polpredstwie nie zostały już odnowione. We wprowadzonych przez MSZ od początku 1928 r. spisach składu osobowego sowieckiego przedstawicielstwa w miejsce ich etatów II sekretarzy poselstwa, pojawiły się zupełnie nowe stanowiska: „sekretarz attaché wojskowego” oraz „pomocnik attaché wojskowego”38.

Sceptyczna reakcja Litauera na sugestię, że Wojkowa mógłby zastąpić Stanisław Pestkowski ma mniejsze znacznie. Jego odpowiedź, że polskie władze lepiej zareagowałby na Rosjanina, niż Polaka odpowiadała kształtującemu się wówczas w MSZ generalnemu podejściu39.

Notatka Litauera z 22 listopada trafiła do ministra spraw zagranicznych, z adnotacją jednego z urzędników Wydziału Wschodniego, że zrelacjonowana przez Litauera rozmowa mogła mieć na celu wysondowanie polskiej reakcji na możliwość przysłania na miejsce Arkadiejewa kierownika Wydziału Politycznego, Krajów Nadbałtyckich i Polski w Narkomidiele Mieczysława Łoganowskiego, który pełnił już w przeszłości misję dyplomatyczną w Polsce (w latach 1921-1923 II sekretarz polpredstwa w Warszawie).  Następnie sądząc po adnotacjach urzędników MSZ na dokumencie, notatka została z sekretariatu ministra zwrócona do Wydziału Wschodniego 1 grudnia 1926 r. Dwa dni później skierowano ją „ad acta”. Sygnał został odnotowany, ale nie wymagał od strony polskiej żadnej dodatkowej reakcji, poza tą przedstawioną już przez Litauera na spotkaniu z jego sowieckimi gospodarzami kolacji.

Dokument ten jest jednak interesujący w kontekście zamachu na Piotra Wojkowa do jakiego doszło ponad pół roku później. Wskazuje on bowiem na możliwość, że zmianą na stanowisko sowieckiego posła w Warszawie interesował się sowiecki wywiad wojskowy. Zainteresowanie to mogło być do tego stopnia poważnie, że zdecydowano się sprawdzić kanałem nieoficjalnym, jak na nagły brak Wojkowa – „który przecież wiecznie w Warszawie siedzieć nie będzie” -  może zareagować strona polska. Dokument pozwala na dodanie do funkcjonujących od lat w literaturze przedmiotu interpretacji zamachu na Piotra Wojkowa sowieckiego pełnomocnego przedstawiciela w Warszawie w dniu 7 czerwca 1927 r., hipotezy wskazującej na możliwość, bezpośredniego lub pośredniego, związku sowieckiego wywiadu – być może sowieckiego wywiadu wojskowego – z tym zamachem. Być może wbrew obowiązującej od 1927 r. wersji Kowerda nie działał w pojedynkę, motywowany dążeniem do zemsty za zniszczenie przez bolszewików Rosji i wymordowanie carskiej rodziny, ale był inspirowany lub wręcz prowadzony przez sowieckie instytucje zainteresowane likwidacją Wojkowa. Publikowany poniżej dokument wskazuje, że po 90. latach od zamachu z 7 czerwca 1927 r. warto podjąć nowe poszukiwania archiwalne, tak w archiwach polskich, jaki i zagranicznych, w celu weryfikacji tej nowej hipotezy. Po wyjściu z polskiego więzienia Borys Kowerda wyjechał do Jugosławii, a następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez dziesiątki lat mieszkał i pracował w Nowym Jorku. Jego przeszłość z pewnością była znana FBI. Perspektywy dalszych badań rysują się więc obiecująco.     


Ściśle Tajne. 
RAPORT DO PANA MINISTRA 
na ręce Pana Naczelnika Wydziału Wschodniego. 

W sobotę 20 listopada zaproszony byłem przez Sekretarzy Poselstwa Sowieckiego, pp. Mołotkowskiego i Szusterowa na kolację. W toku rozmowy p. Szusterow wspomniał, że w ubiegły wtorek 16. listopada przez Warszawę przejeżdżał p. Pestkowski, dotychczasowy poseł Z.S.R.R. 
w Meksyku, który ustąpił miejsca p. Kołłątajowej. Podkreślając, że p. Pestkowski jest jego najbliższym przyjacielem, jeszcze z czasów wspólnie odbytej katorgi, Szusterow nagle spytał, czy n.p. kandydatura Pestkowskiego byłaby przyjemną i do przyjęcia dla Rządu Polskiego, gdyby Rząd Sowiecki zamierzał mianować go posłem w Warszawie w razie ustąpienia p. Wojkowa. 

Wyraziłem moje wielkie ździwienie, że wogóle może być mowa o ustąpieniu p. Wojkowa, na co p. Szusterow odpowiedział mi, że to coprawda nie jest jeszcze aktualne, ale że przecież wiecznie p. Wojkow w Warszawie siedzieć nie będzie. 

Zaznaczyłem, że moim zdaniem czynnikom polskim łatwiej jest rozmawiać z posłem sowieckim o ile nim jest rosjanin, aniżeli gdyby nim był komunista polak. Podkreśliłem jednak, że o ile mi wiadomo, p. Pestkowski szanowany jest przez tych w Polsce, którzy go znają, ze względu na jego czysty idealizm. Z całą jednak jaskrawością podkreśliłem dalej, że nie wydaje mi się, ażeby ktokolwiek mógł sobie zdobyć w Warszawie lepszą pozycję od tej, którą zdobył sobie p. Wojkow i zakończyłem ten temat szeregiem życzliwych ogólników pod adresem p. Wojkowa. 

W dalszej rozmowie p. Szusterow m.i. sprawami podkreślił znaczenie p. Arkadjewa jako siły politycznej i wysuwał możliwość przeniesienia go do Narkomindiełu, sondując jednocześnie stosunek czynników polskich do p. Łoganowskiego. 

Z rozmowy wyniosłem wrażenie, że pozycja p. Wojkowa nie jest zbyt silną i że w związku z nominacją nowego posła polskiego w Moskwie możliwe są również przesunięcia u bolszewików.

/podpis/ Stefan Litauer

AAN, MSZ, Wydział Wschodni, 6639 c, k. 55. 


1. Wniosek o stawieni Borysa Kowerdy, lat 19, przed sądem doraźnym, jako oskarżonego z art. 453 K.K. w: Sprawa Borysa Kowerdy. Zabójstwo posła Z.S.R.R. Piotra Wojkowa, Warszawa 1927.

2. Dokumenty Wnieszniej Polityki, Moskwa 1965, t. 10. dok. 153

3. Oświadczenie Biura Prasowego Poselstwa ZSRS w Warszawie o okolicznościach zabójstwa posła ZSRS w Warszawie P. Wojkowa, 7 czerwca 1927, w: Dokumenty i Materiały do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, Warszawa 1966, tom V, dok. 84. Dokumenty zamieszczone w tym wydawnictwie źródłowy były przedmiotem redakcyjnych i propagandowych manipulacji, dlatego należy się posługiwać tym wydawnictwem z ostrożnością.   

4. Oksana Vasil'evna Babenko. Pol'sko-sovetskie otnošeniâ v 1922-1928 gg. : ot protivostoâniâ k sotrudnicestvu, Moskwa 2007 , s. 177 – 178.

5. Dokumenty i Materiały do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, Warszawa 1966, tom V, dok. 92.

6. Małgorzata Gmurczyk-Wrońska, Stanisław Patek, w dyplomacji i polityce (1914 – 1939), Warszawa 2013, s. 284.

7. Dokumenty i Materiały do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, t. V, dok 113, s. 215 

8. Marian Leczyk, Polityka II Rzeczpospolitej wobec ZSRR w latach 1925 – 1934. Studium z historii dyplomacji, Warszawa 1976. 

9. Dokumenty Wnieszniej Polityki, Moskwa 1965, t. 10.; Dokumenty i Materiały do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, Warszawa 1966, tom V.

10. Małgorzata Gmurczyk-Wrońska, Stanisław Patek, w dyplomacji i polityce (1914 – 1939), s. 271 – 289. 

11. Oksana Vasil'evna Babenko. Pol'sko-sovetskie otnošeniâ v 1924-1928 gg.

12. Zeznania złożone przez sądem za: Sprawa Borysa Kowerdy. Zabójstwo posła Z.S.R.R. Piotra Wojkowa, Warszawa 1927.

13. Sprawa Borysa Kowerdy, s. 11

14. Ibidem, s.10 – 11.

15. Sprawa Borysa Kowerdy, s. 30.

16. Szerzej na ten temat pisałem w: Zerwanie przez Wielką Brytanię stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim w 1927 r. Studium przypadku, w: Modernizacja- Centrum-Peryferie. Księga jubileuszowa z okazji 70. rocznicy urodzin Profesora Ryszarda Stemplowskiego, pod redakcją Włodzimierza Borodzieja i Sławomira Dębskiego, Warszawa 2009, s. 73 – 100.    

17. Nota sowieckiego charge d’affairs ad interim do Foreign Office, 31 maja 1927, FO 371/12592

18. Dokumenty i Materiały do Historii Stosunków Polsko-Radzieckich, Warszawa 1966, tom V, dok 7., s. 12 – 13. Wojciech Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918 – 1943, Warszawa 2005, s 317.

19. Oczierki Istorii Rossyjskoj Wnieszniej Razwiedki, red. Jewgnienii Primakow, Moskwa 1996, tom 5, passim

20. Zeznanie świadka policjanta Alfonsa Nowakowskiego: „W związku z dokonaniem zamachu na posła Wojkowa przez Borysa Kowerdę, dokonałem rewizji w mieszkaniu Borysa Kowerdy w Wilnie. Rewizja nie dała żadnych wyników. Pod względem politycznym Borys Kowerda cieszył się dobrą opinią, do żadnej politycznej organizacji nie należał. Rewizja była zarządzona dla ustalenia, czy Kowerda nie należy do organizacji monarchistycznej. Kowerda żadnej styczności z miejscowymi działaczami politycznymi nie miał i do żadnej organizacji nie należał”. Sprawa Kowerdy, s. 25. Patrz zeznanie Kowerdy, tamże, s. 29 – 30.

21. Oczierki Istorii Rossyjskoj Wnieszniej Razwiedki, tom 5, s. 84. 

22. Biesiedowski objął stanowisko radcy w polredstwie ZSRS,  6 września 1923 r. Oboleński do Koppa, 11 IX 1923, Wyciąg z interceptów rosyjskich. Referat Rosyjski dla Pana ministra, ściśle tajne, AAN, MSZ, syg, 6853 a, k. 381. 

23. Mieczysław Łoganowski był Polakiem, przed wojną związanym z PPS, po bolszewickim zamachu stanu w Rosji, związał się z bolszewikami. Ww latach 1921-1923 II sekretarz sowieckiego polpredsatwa w Warszawie, poźniej w latach 1925-1927 członka kolegium Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych ZSRR i kierownika Wydziału Politycznego i Wydziału Krajów Nadbałtyckich i Polski Narkomidielu.

24.  Grigoriji Biesiedowskij, Pamiętniki dyplomaty sowieckiego, Katowice, bdw., s. 127 - 128

25.  Ibidem, s. 122.  

26.  Sir W. Max Muller to Sir Austen Chamberlain, February 14, 1927, Raport on the Heads of Foreign Missions at Warsaw. FO 371/12578, p. 225.  

27.  Zob. S. Dębski, Zerwanie przez Wielką Brytanię stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim w 1927 r. , s. 74 -76. 

28.  Biesiedowskij, op. cit, s. 124 – 125

29.  Ibidem, s. 125 – 126. 

30.  Sir W. Max Muller to Sir Austen Chamberlain, February 14, 1927, Raport on the Heads of Foreign Missions at Warsaw. FO 371/12578, p. 225.  

31.  Biesiedowskij, op. cit, s. 156 – 157.

32.  Spis składu osobowego Pełnomocnego Przedstawicielstwa ZSSR w Polsce, stan na dzień 1 luty 1927 r. AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn. 6823, k. 2 – 3

33.  Spis składu osobowego pełnomocnego przedstawicielstwa ZSSR w Polsce, Konsulatu Generalnego w Gdańsku, Konsulatu we Lwowie i Przedstawicielstwa Handlowego ZSSR w Polsce z Odziałami i Agenturami, AAN, MSZ, 6824,  15 stycznia 1928 r. k. 21 – 25. Fluktuacja sowieckich dyplomatów w Polsce musiała być jednak duża, skoro za sugestią polskiego posła w Moskwie Stanisława Patka, który powołał się na zasadę wzajemności, zestawienia składu osobowego sowieckiego przedstawicielstwa zaczęto sporządzać co miesiąc. Nota słowna MSZ do Poselstwa ZSSR w Warszawie, 21 lutego 1928 r., AAN, MSZ, Wydział Wschodni, syg, 6824, k. 31.

34.  Wiktor Drymmer, Wspomnienia, „Zeszyty Historyczne”, zeszyt 31, Paryż 1975, s. 84.

35.  Wojciech Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918 – 1943, s. 224 – 225.

36.  Piotr Wandycz, Jerzy Borzęcki, Rozmowy Piłsudskiego z Wojkowem. Fragmenty Raportów, „Zeszyty Historyczne”, z. 149/2004.

37.  Małgorzata Gmurczyk-Wrońska, Stanisław Patek, w dyplomacji i polityce (1914 – 1939), s. 238. Wyczerpująco o misji Stanisława Patka w Moskwie, s. 231 – 413.

38.  Spis składu osobowego pełnomocnego przedstawicielstwa ZSSR w Polsce, Konsulatu Generalnego w Gdańsku, Konsulatu we Lwowie i Przedstawicielstwa Handlowego ZSSR w Polsce z Odziałami i Agenturami, 15 stycznia 1928 r., AAN, MSZ, 6824, k 2 i n. 

39.  Rok później Ministerstwo Spraw Wewnętrznych skierowało do MSZ pismo w sprawie komunistów Polaków na służbie w placówkach Sowieckich w Polsce. H. Kawecki naczelnik wydziału w MSW pisał w nim: Min. Spr. Wewn. otrzymało z Lwowskiego Urzędu Wojewódzkiego, informację pochodzącą z poufnego i wiarygodnego źródła, iż w konsulacie ZSRR we Lwowie wakowało ostatnio kilka posad, z których posadę urzędnika pomocniczego i referenta prasowego objął Mikołaj Stroński, znany działacz komunistyczny na terenie Drohobycza, drugą zaś  - referenta prasowego otrzymać miał Wasyl Kossak, właściwy redaktor czasopisma Pt. „Switło”, legalnego organu Komun. Partii. Zach. Ukrainy. Biorąc pod uwagę, iż udzielanie przez placówki ZSRR w Polsce posad wybitnym komunistom – obywatelom polskim może w znacznym stopniu ułatwiać kontakt organizacji komunistycznej w Polsce z Wszechzw. Komun. Partią i Kominternem i jego w ogóle sekcjami i wpływać na rozwój organ. komun. W Polsce . Min. Spr. Wewn. poddaje Min. Spr. Zagr. pod rozwagę, czy nie byłoby wskazane wpłynąć na Przedstawicielstwo Sow. w Polsce w formie jaką Min. Spr. Zagr. uznałoby za stosową, by osoby posiadające obywatelstwo polskie nie były przyjmowane do służby w placówkach sowieckich” ( AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn, 6824, k. 20.) MSZ postanowił rozeznać jak ta sprawa wygląda od strony sowieckiej. MSZ zapytał placówkę w Moskwie 10 listopada 1927 r., czy strona polska w swoich placówkach w Rosji nie zatrudnia aby obywateli sowieckich. Rozważano bowiem w MSZ wydanie zakazu przyjmowania do pracy w placówkach sowieckich w Polsce obywateli polskich. (AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn, 6824, k. 21). Poselstwo w Moskwie odpowiedziało dopiero 17 marca 1928 r. W odpowiedzi na pismo Ministerstwa Spraw Zagranicznych z dn. 10 XI 27 No 13362 komunikuję, że w zasadzie jestem bezwarunkowo przeciwny przyjmowaniu na służbę państwową polską  - Polaków, pozostających obywatelami sowieckimi. Wyjątki mogą być tylko tymczasowe, usprawiedliwione chwilową koniecznością albo względami ściśle wyjątkowymi. Programowo jednak należy zdążać do całkowitego wyzbycia się obywateli sowieckich w służbie na placówkach polskich w ZSSR. Praktyka poucza, że jedną z cech charakterystycznych rządu sowieckiego jest bezwzględność prowadzona do najwyższego stopnia. Jest ona zachłanna i dociekająca. W walce z nią ulegają nawet ludzie nieprzeciętni. Trzeba wyjątkowego charakteru, ażeby się jej ostać. Na próby podobne nie można wystawiać placówek naszych. Patek do MSZ, 17 marca 1928 r. AAN AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn, 6824, k. 48.

 
Portal PISM wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij